Ohayo minna!
Ok, ok... trochę się śpieszę... Cały czas siedzę w Soul Society, walcząc z kryzysem.. Dosłownie na chwilę dastałam się do koszar 12-go oddziału... Tylko tu są komputery (w naszych koszrach wszystkie spłonęły, ale o tym kiedy indziej), a internet podłączyłam wczoraj... Jak Mayuri-san akurat spał... Co mi przypomina, że muszę się śpieszyć, bo się strasznie rzuca w tej szafie. Dalsza (trzecia?) część naszej historii. Miłej lektury :D
Poruszyłam
się niepewnie.
-Ale jak to możliwe?- zapytałam-
Przecież... Powinnam chyba być duszą, czy czymś takim...
plusem...
Sugimoto myślał przez chwilę, po
czym pokiwał głową.
-Tak powinnaś być plusem.
-Więc jak?
-Może to przez moje Zanpakutou.
-powiedział niepewnie. Widziałam, że sam w to nie wierzył.
-Czyli... już nie mogę wrócić?
Spojrzał na mnie zaskoczony.
-Nie mam pojęcia. Normalnie zostaje
się shinigami, gdy ciało już nie istnieje...
-Jest cię dwie...- wyjąkała Maisha,
o której zdążyłam zapomnieć.
Spojrzałam na nią. Stała niedaleko
mojego ciała i patrzyła na mnie z głupim uśmiechem.
-Ciebie nie widzą ludzie? Możemy im
robić kawały i kraść ciacha! - zawołała, nie przejmując się
tym, że nie miała zielonego pojęcia o co chodzi w tej sytuacji.
Wyszczerzyłam się do niej. Miała
(tak swoją drogą dalej ma) dziwną umiejętność, która
sprawiała, że mi odwala...
-Możemy wypróbować.
Wizja śmierci nie wydawała mi się
już taka straszna. W sumie, stało się. Nie mogłam tego już
odkręcić, więc nie było problemu. Mogłam sobie chodzić gdzie mi
się podobało, walczyć z brzydkimi potworkami, straszyć ludzi i
zawsze miałam z kim pogadać... Czemu nie?
-Mam wrażenie, że najpierw musimy coś
zrobić z...- Sugimoto wskazał na moje ciało
-Hmmm... Chyba masz rację... Może
przeniesiemy je nad rzekę? Pomyślą, że wpadłam do wody i się
utopiłam.
Podeszłam do ciała. Coś mi się nie
zgadzało. Z początku uznałam, że to po prostu widok mnie samej.
Po chwili jednak zauważyłam, że klatka piersiowa dalej podnosi się
i opada.
-Eeeee ale... ja żyję- powiedziałam
niepewnie.
-Co? To niemożliwe. - Shinigami
podbiegł do mnie i przyjrzał się.
Nachyliłam się i dotknęłam ręką
szyi. Chciałam sprawdzić puls. Nagle poczułam dziwne wrażenie.
Jakbym zamieniała się w dym, który następnie porusza się. Nic
nie widziałam, a po sekundzie uświadomiłam sobie, że mam
zamknięte oczy. Otworzyłam je. Nade mną nachylała się pozostała
dwójka.
-Co się stało?- Zapytałam
zastanawiając się, czemu leżę na ziemi.
Podniosłam się. A przynajmniej
próbowałam. Poczułam ogromny ból w klatce piersiowej, a moja ręka
zwisała bezwładnie wzdłuż tułowia. Spojrzałam w dół.
-Co do chole...- udało mi się
wydusić.
Miałam na sobie ta samo ubranie, co
wtedy, gdy tu przyszłam. Było całe we krwi. Na brzuchu była spora
rana, a ręka... cóż oszczędzę wam tego opisu...
Tak zaabsorbowała mnie ręka, że
dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że jestem w swoim
ciele. Tym prawdziwym.
-To nie mamy problemu ze zwłokami.-
Powiedziała z zadowoleniem Maisha. - Idziemy na ciacha?
To było tak bezsensowne, że musiałam
parsknąć śmiechem. Chwilę później dołączyła do mnie Maisha,
a po kilku sekundach cała nasza trójka tarzała się po ziemi. Było
to trochę bolesne w moim stanie, alenie mogłam się powstrzymać.
Cóż... ciężko było wrócić do
domu... Przebrałam się na powrót w „legalne” ubrania. Wraz z
Maishą upozowałyśmy napad. Ze niby ktoś nas napadł, po czym
zepchnął mnie z mostu. Lekarz stwierdził złamanie ręki i kilku
żeber... a może powiedział to shinigami? W sumie pewności nie
mam, ale wiem, że gdyby nie Sugimoto, to miałabym problem. Tamta
medycyna miała spore braki... W każdym razie rany zagoiły się po
paru tygodniach. Ponoć bardzo szybko, ale to była zasługa tego, że
po części byłam shinigami.
W każdym razie po trzech miesiącach w
końcu zostałam wypuszczona z domu i pierwszy raz użyłam moich
zdolności do pożytecznego celu... Okradłam cukiernie w ciągu
dnia, po prostu chwytając ciasta i je wynosząc. Nie wiem co
widzieli ludzie, ale chyba się wystraszyli i nikt nie próbował
mnie łapać. Od tamtej pory częściej spotykałam się z Sugimoto.
Zasługą tego była chyba moja chęć do trenowania. Po długich
błaganiach zgodził się mnie uczyć. W zamian za parę ciast...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz