sobota, 7 grudnia 2013

Ohayo minna!

Ciąg dalszy tej jakże niecodziennej historii. Mam nadzieję, że się spodoba!!

  Jak się można łatwo domyślić, od tamtej pory często chodziłyśmy za shinigami. Chciałyśmy się dowiedzieć jak najwięcej o innych światach. Uwierzenie w to wszystko nie było dla mnie problemem. Nie tylko dlatego, że widziałam menosa na własne oczy. Głównie chodziło o samą ideę soul society. Było dużo osób dbających o porządek na świecie oraz dużo istot, które ten porządek starały się zakłócić. Brzmiało to bardziej realistycznie niż pojedynek 1 na 1 (Bóg – Szatan), w którym ludzi tylko wplatano do rozgrywki i traktowano jak pionki...
Nie mam zamiaru wchodzić w szczegóły czasu, w którym nic się tak właściwie nie działo. Dużo pytań, sporo odpowiedzi i ciekawych historii, trochę nauki i podstaw walki... Takie tam, rzeczy, które człowiek może robić z shinigami. Często też nosiłyśmy mu jedzenie, ponieważ on też musiał jeść.
Kolejne z wydarzeń, które miały wpływ na nasze dalsze życie miało miejsce późnym latem tego samego roku. Zauważyłam, że coś jest nie tak, dlatego powiedziałam rodzicom, że idę do miasta i wybiegłam po Maishę. Razem wpadłyśmy do lasu i pobiegłyśmy na poszukiwanie Sugimota (tak nazywał się ten shinigami). Znalazłyśmy go spory kawałek od zabudowań. Akurat toczył walkę z hollowem. Wyglądał jak zwykły hollow. Nie był to jeden z tych olbrzymich menosów, które widziałyśmy wcześniej. Jednak był inny. Czuć było od niego dużo potężniejszą energię. Wydawał się też dużo inteligentniejszy.
Walka nie wyglądała zbyt dobrze. Sugimoto zdecydowanie przegrywał.
Niewiele myśląc, chwyciłam kamień leżący na ziemi i rzuciłam stworowi w tył głowy. Zły ruch.
Hollow odwrócił się i zmierzył mnie spojrzeniem. Następnie zamachnął się. Poczułam silne uderzenie w klatkę piersiową i poleciałam na drzewo kilka metrów dalej.
Szczerze mówiąc, nie jestem pewna co się dalej działo. Po prostu w pewnej chwili, zdałam sobie sprawę, że stoję niedaleko miejsca, gdzie mnie rzucił. Nie czułam bólu. Bestia stała blisko mnie, ale już odwracała się w kierunku Sugimota. Rozejrzałam się zdezorientowana. To co zobaczyłam, nie stanowiło zbyt miłego widoku.
Moje ciało leżało koło drzewa. Było całe we krwi, nie dało się z mojej pozycji określić co mu... mi było dokładnie. Z brzucha ciała ciągnął się łańcuch, który łączył się ze mną. Ogniwo na środku było pęknięte, ale łańcuch się trzymał. Z tego co się dowiedziałam, dopóki łańcuch był nieprzerwany, żyłam. Domyśliłam się, że muszę być ostrożna. Właśnie myślałam nad próbą wejścia z powrotem do ciała, kiedy kątem oka zobaczyłam ruch.
Hollow właśnie szykował się do ataku. Shinigami leżał na ziemi, a jego miecz znalazł się bardzo blisko mnie. Chwyciłam ostrze i wskoczyłam potworowi na plecy.
Jak teraz myślę o tamtym okresie, to dochodzę do wniosku, że niewiele myślałam. Naprawdę.
Udało mi się złapać równowagę i zarzucić bestii łańcuch na szyję... Mój łańcuch, który miał się nie przerywać. Oplotłam go szybko i przeniosłam miecz przed głowę stworzenia. Szarpnął się, tak że katana zagłębiła mu się w gardło.
Dobra wiadomość: zabiłam go. Zła: przecięłam swój łańcuch.
Usłyszałam jak Sugimoto sklął. Ja tylko patrzyłam jak to, co łączyło mnie z ciałem, rozpada się. W parę sekund nie zostało po nim nic. Wpatrywałam się w ziemię, w miejsce, gdzie przed chwilą znajdowało się pęknięte ogniwo.
-Niemożliwe- powiedział cicho Sugimoto.
Pokiwałam głową.
-Rzeczywiście, rzadko spotyka się osobę, która ginie w tak głupi sposób, prawda?- zaśmiałam się sarkastycznie. Uznałam, że przynajmniej po śmierci mogę sobie pożartować.
-Nie o to... Spójrz.-powiedział.
Podniosłam wzrok. Moje spojrzenie w pierwszej kolejności padło na ciało. Dalej było całe we krwi, ale nie wyglądało na martwe. Miało zdrowy odcień skóry, a klatka piersiowa poruszała się w normalnym rytmie.
Spojrzałam zdziwiona na Sugimoto, ale on patrzył się na mnie... To znaczy na to czym byłam w tamtej chwili... Duszą, czy czymś. Podniosłam rękę i ze zdziwieniem odkryłam, że mam na sobie czarne ubranie. Zupełnie jak shinigami. Przy pasie miałam podobny miecz, a na stopach dziwne słomiane sandały.
-Eeee... To tak wygląda śmierć?- zapytałam niepewnie.
-Nie. Zdecydowanie nie. Tak wygląda shinigami...
No, i w ten właśnie sposób ja zyskałam swoje moce...

Dziękuję za uwagę. Wiem, że w sumie nic się nie wyjaśniło, ale oczekujcie dalszych części opowieści.

Pozdrawiam bardzo serdecznie, Sujishi- taicho.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz